Pompowanie opon azotem – hit czy kit?

O pompowaniu opon samochodowych azotem można przeczytać wiele artykułów. Najczęściej niestety napisanie ich zleca firma oferująca takie usługi. Z tego powodu narosło wiele mitów wokół tego zagadnienia. Zacznijmy jednak od początku.

Azot i jego właściwości

Azot jest gazem mało reaktywnym, co odróżnia go od dużo bardziej reaktywnego tlenu. Do tego nie podtrzymuje ognia – jest to bardzo ważna i przydatna właściwość. Te cechy są jak najbardziej prawdziwe i potwierdzone. Natomiast inne, które podają firmy zajmujące się pompowaniem kół azotem są często poddawane w wątpliwość. Chodzi o mniejszą podatność na zmiany temperatury i większą gęstość. Jeśli chodzi o pierwszą cechę to znaleźć można wypowiedzi, że azot jest bardziej podatny na zmiany temperatury niż powietrze, choć różnica jest zbyt mała, aby miało to jakikolwiek wpływ na jazdę samochodem. W przypadku gęstości tak samo można wyczytać, że jest wręcz odwrotnie.

Azot w oponach – warto?

Zalety podawane przez firmy wulkanizacyjne także wydają się bardzo przesadzone. Chodzi o twierdzenia takie jak:
– azot nie wchodzi w reakcję z oponą, więc posłuży ona dłużej,
– opona napompowana azotem będzie dłużej trzymać odpowiednie ciśnienie, co przełoży się na mniejsze zużycie paliwa i samej opony.
Prawdą jest, że azot nie wchodzi w reakcje z gumą tworzącą oponę, a tlen tak. Ale prawdą znaną kierowcom jest także to, że opona zużywa się głównie na zewnątrz, a nie wewnątrz. Jeśli chodzi o drugie twierdzenie to wyczytać można, że jest wręcz odwrotnie. Nawet nie rozstrzygając tego sporu, nie sądzę, by różnice te przekładały się na komfort i bezpieczeństwo jazdy.
Gdzie wykorzystywany jest azot do pompowania kół?
Wykorzystuje się go w samochodach Formuły 1 oraz w transporcie łatwopalnych ładunków. Należy dodać, że jest to rzeczywiście uzasadnione. Chodzi o jedną bardzo ważną właściwość azotu: gaz ten nie podtrzymuje ognia. Jest to ważne, gdy spodziewamy się zwiększonego ryzyka pożaru.

Azot w oponach – podsumowanie

Mój osobisty werdykt dotyczący tej sprawy jest jednoznaczny: jest to nabijanie Kowalskiego w butelkę. Moim zdaniem potrzebne jest to tylko tam, gdzie występuje zwiększone ryzyko pożaru.